"U Brazylijczyka nie istnieją, jak u Anglo-Amerykanów, dwie wrogie połowy: biała i czarna; były pan i były niewolnik. W żadnej mierze. Jesteśmy dwiema zbratanymi połowami, które wzajemnie się wzbogacają różnymi wartościami i doświadczeniami; gdy się uzupełniamy, to nie dzieje się to ze szkodą jednego elementu na rzecz drugiego. [...] Po murzyńskiej poczciwej niańce, która w czasach patrialchalnych wychowywała dziecko, karmiła je piersią, kołysała do snu w hamaku bądź kołysce, błędnie uczyła pierwszych portugalskich słów, pierwszego Ojcze Nasz, pierwszej Zdrowaś Mario, podawała mu do ust pierwszą papkę przez nią samą sporządzoną - pojawiały się kolejno w życiu dawnego Brazylijczyka inne murzyńskie sylwetki. Sylwetka "muleque", małego urwisa, towarzysza zabaw. Starego Murzyna, opowiadacza bajek. Pokojówki. Kucharki. Cały szereg rozmaitych kontaktów o niemałym znaczeniu dla stosunków ze środowiskiem, z życiem, ze światem. Cień Murzyna jako przewodnika, powiernika, znachora, demoralizatora przesuwał się przez życie Brazylijczyka".