" Niemcy podzielili nas na niewielkie grupy, przy czym każdej z nich przydzielono pojazd. Ustawili kilkunastu wynędzniałych mężczyzn przy każdym dyszlu, kazali założyć pasy w poprzek piersi. Otwarto bramę i zaraz potem pierwszy wóz zaprzężony w ludzi wytaczył się na drogę, za nim jak za karawanem postępowała gromada więźniów wyznaczonych do pchania i jako rezerwa do zmiany w jarzmie. Po raz pierwszy dostrzegłem pogodny, niemal wesoły uśmiech na twarzy komendanta stojącego w bramie, gdy mijałem go idąc w zaprzęgu. Był starannie ogolony, jakby świąteczny, wyglądał jak gospodarz wypuszczający inwentarz na pastwisko".