Gdy powracam myślą do scen widzianych w stanie śmierci klinicznej, przeraża mnie ilość działań, które za życia uważałem za dobre, a które wtedy oceniałem jako negatywne, na przykład spełnione w poczuciu obowiązku uczynienia kogoś innego szczęśliwym kosztem ofiary z mojej strony. Przez lata myślałem nad tym zjawiskiem, aż nagle pojąłem: dobre uczynki, ale "niejako wymuszone", zakłócają również harmonię boską. Boskość bowiem nie uznaje przymusu.