Z nadejściem starości każdy chyba płodny autor uświadamia sobie, że zostaje mu jeszcze do napisania mnóstwo książek, których projekty kiedyś skrupulatnie obmyślił. Nie wiem, jak inni reagują na takie kłopotliwe odkrycie, jeśli chodzi o mnie, z nostalgiczną rezygnacją postanowiłem zarzucić zamiar dokończenia licznych prac, naszkicowanych i częściowo zredagowanych w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat. Jednakże, jak to często bywa, od czasu do czasu wykorzystywałem owe notatki i materiały, przygotowując prelekcje, doniesienia naukowe i artykuły. To prawda, że w okolicznościowych esejach niepodobna zawrzeć wyników długoletnich badań i że nie zawsze w sposób spójny ukazują one rozmaite aspekty studiowanego problemu; a jednak mają one tę zaletę, że będąc adresowane do publiczności złożonej w znacznej mierze z niespecjalistów, są zrozumiałe dla każdego inteligentnego człowieka. Mimo że z tym ich pozytywnym aspektem nieuchronnie związane są pewne niebezpieczeństwa (przyrodzone każdej próbie "popularyzacji"), to przecież nie sposób go lekceważyć.