50 lat milczenia wokół zbrodni ludobójstwa na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej poczyniło wiele szkód w umysłach narodu polskiego, trudnych dziś do naprawienia. A jeśli od czasu do czasu pojawi się ten temat np. w masmediach, to zwykle w formie dalekiej od prawdy, wręcz antypolskiej. Korzystają z tego skwapliwie pogrobowcy dawnych ukraińskich szowinistów, mających na sumieniu życic dziesiątków tysięcy wołyńskich Polaków. Opierając się na naszej nieznajomości tamtych czasów, często nawet na złej woli polskich władz, uznali za właściwe przerzucić ciężar własnej odpowiedzialności na swe ofiary. Czynią to nawet historycy, mieniący się obiektywnymi badaczami przeszłości, jak na przykład Mikołaj Siwicki i inni. Zbrodnie swych ojców i dziadów starają się zmniejszyć do minimum, a w najgorszym razie podzielić je równo między obie narodowości - Polaków i Ukraińców. Stanowisko takie tłumaczą naiwnie brakiem dokumentów, pozwalających na bezstronne stwierdzenie, jak było naprawdę.