(…) Po pierwsze, na zauważenie i pewne uznanie zasługuje sztuka tytułowania utworów. Poetka używa tytułu jako sugestii procesualności, jako sygnału, że w wierszu próbuje ująć zarazem pewien wycinek szerszego zjawiska oraz jego stałe składniki. Dobrze służą temu także konstrukcje z kropką wewnątrz tytułu. Po wtóre, udają się Łucji Dudzińskiej przerzutnie – niby lekko zarysowane, a przecież sugestywne. Po trzecie, dobrze panuje nad kreowanymi przez siebie obrazami – jest to możliwe dzięki konsekwencji w doborze słów i środków stylistycznych (porównania, metafory, skłonność do alegoryzacji) oraz za sprawą przenikliwego spojrzenia osoby mówiącej. Po czwarte, można dostrzec w tych wierszach coś klasycznego w sposobie konstruowania lirycznej narracji, ufania takiej opowieści i wynikającej z tego wyrazistości podmiotu mówiącego i jego bohaterów. Są to persony (albo – jak kto woli – jest to jedna i ta sama osoba) zatrzaśnięte w samotności, w swojej historii, w swoich bliskich (a nadal samotnie), w pokawałkowanym, a przecież niepozbawionym konturów świecie. (…)