Przypomnienie Nouvelles impressions d'Amérique, po dziesięciu latach, wydaje się jak najbardziej słuszne. Jest, niespodziewanie, odpowiedzią na daleko idący krytycyzm w stosunku do Sosnowskiego, jaki tu i ówdzie próbuje się ostatnio wzniecić. Nouvelles... to dziecko (poczucia) sztuczności i (pragnącego się utrwalić) doświadczenia. W końcu autor przez trzy lata naprawdę był w Ameryce, jednocześnie przez cały ten czas pozostając mieszkańcem (czytanych, tłumaczonych) tekstów. W efekcie tego życia życiem i tekstem piękno wrażeń okazuje się pięknem języka, który kiełzna różnorodność skojarzeń i nadaje przeżyciom - arbitralną, bo jakże inaczej - formę. Sosnowski urzeka nie z powodu jego (nietuzinkowych) kwalifikacji filozoficznych, ani tym bardziej z racji jakiejś bezwzględnej wyższości jego - o ile taka w ogóle istnieje, przynajmniej jako program - koncepcji poezji, ale dlatego, że jest wybrańcem języka. Sosnowski, nie gospodarz doktryn, jak lubią myśleć różni jego oczytani miłośnicy, nie doktryner, jak mówią oponenci, lecz czarodziej.