„Początkowo autor zajmował się tematyką najbliższą mu ze względu na doświadczenia życiowe, były to artykuły poświęcone „Solidarności" i próbom zdławienia tego ruchu w stanie wojennym. W ostatnich kilku latach, korzystając z zasobów Instytutu Pamięci Narodowej, badał i przedstawiał czytelnikom miesięcznika dzieje bocheńskich ruchów niepodległościowych w latach 40. i 50. Jest to tematyka praktycznie nieobecna w opracowaniach naukowych, a w popularnych (prasa lokalna, portale tematyczne: Archiwum Bocheńskiej Solidarności oraz Bocheńscy Żołnierze Wyklęci) wciąż znajduje się na początku drogi. Tymczasem autor przypomina, że przez 6 powojennych lat, aż do końca 1950 roku, na terenie Bocheńszczyzny słychać było echa strzałów oddawanych do siebie nawzajem przez Polaków: - „Chociaż łączyła ich wspólna mowa, a nierzadko pochodzenie z tych samych wiosek i te same znajomości, to dzielił ocean różnic. Jedni reprezentowali sobą nowy ustrój, nazywany wtedy demokratycznym, ale przyniesiony na bagnetach sołdatów Armii Czerwonej. (...) Naprzeciw nim stanęli ci, dla których imperatywem była Polska niepodległa” - pisze w rozdziale poświęconym podziemnym oddziałom”.