Rok po kataklizmie To była miłość od pierwszego wejrzenia. Choć nie lubię tłumów, w Katmandu od razu poczułam się jak w domu. Bez trudu odnalazłam się w plątaninie ulic, w chaotycznej na pozór naturze tego miejsca. Miasto tętniło życiem przez całą dobę, wypełnione międzynarodowym gwarem turystów i wspinaczy z całego świata. Było dla mnie niczym stary dobry przyjaciel, którego zawsze dobrze odwiedzić. Tego Katmandu już nie ma – Durbar, najpiękniejszy plac świata, opustoszał, a oczy Buddy nie obserwują już wszystkich bacznie ze szczytu stupy Buddhanath, która była ikoną Nepalu. Rok temu, 25 kwietnia, trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,8 na zawsze zmieniło oblicze tego miejsca. Jednak to, co dla mnie zawsze stanowiło o unikalności Nepalu, to nie zabytki z listy światowego dziedzictwa UNESCO, ale ludzie – mili, serdeczni, pogodzeni z życiem. Także teraz, choć przecież niemal każdy doznał bolesnej straty. W kataklizmie zginęło prawie 9 tys. osób, miliony zostało bez dachu nad głową. Jakie są faktyczne skutki tej tragedii? Czy międzynarodowa pomoc dociera do najbardziej potrzebujących? O tym przeczytacie w naszym specjalnym raporcie prosto z Nepalu.