Autorzy "Modlitwy Celtów" dokonali tego, co wydawało mi się nieosiągalne - uchwycili prawdziwego ducha celtyckiego chrześcijaństwa. Znaleźli most łączący stare i nowe, potrafili tak jak mnisi Irlandii, Walii i Szkocji dostrzec w pogańskich symbolach zapowiedź Dobrej Nowiny. Dzięki tej książce wielu z nas po raz pierwszy pozna, co to wiara radosna, bezwarunkowa i kreatywna. Być może wreszcie dostrzeżemy "nieskończone światło", "miłość aniołów", wiatr, który "wspomaga od pleców" i "błogosławieństwo wielkich deszczy" - dary Chrystusa.