Pamiętam jak dziś, kiedy siedem lat temu siedziałam przy barze w kawiarni, w której pracowałam i padło pytanie "dlaczego właściwie nie napiszesz książki?". Zawsze byłam zdania, że książki są dla tych, którzy mają coś do powiedzenia. Właściwie muszą nieść pewną misję, gdyż postawione na półce przyjmują pewną świętość. Mimo to wykonałam jeden telefon i okazało się, że jest to temat do ugryzienia. W każdym razie był... bo choć odkąd me niecierpliwe dłonie nauczyły się rysować i pisać, tworzyłam stosy opowiadań, rozpisywałam się na wszelkie sposoby, od dwunastego roku życia bardzo czynnie zapisywałam blogowe posty, nie widziałam siebie w roli powieściopisarza, kogoś zdecydowanie poczytnego i lekkiego. Mimo wszystko temat zebrania swoich myśli i uczuć w jedno chodził za mną przez kilka lat, gryząc i szczypiąc.