Minęliśmy śpiącą jeszcze w porannej mgle i żywicznym powietrzu osadę i zatoczywszy kolisko podjazdu, zatrzymaliśmy się przed niewielką stacyjką. Naokoło rozpostarte wzgórza zastygły w sennej drętwocie, las milczał. Zatrzymaliśmy się właśnie w przestrzeni, która szczyciła się martwym krajobrazem, a nie mierzyła się z czasem. Drzewa swym wyniosłym kształtem, las olbrzymim drzew płotem zatrzymał chwilę, a świat cały zaokrąglił się w zasięgu wzroku.