Wydaje się, że po tsunami, które przeleciało przez świat po ukazaniu się Kodu Leonarda da Vinci i filmu o tym samym tytule, nic już więcej nie potrzeba dodawać do intrygującej historii Marii Magdaleny. Tymczasem sam autor przyznaje, że choć książka jest oparta na faktach historycznych, to jednak konkluzje są całkowicie fikcyjne. Nie ma bowiem żadnych historycznych dowodów na to, że Maria była żoną Jezusa i miała z nim dzieci, które zapoczątkowały długą listę jego potomków aż do dnia dzisiejszego. Nie ma również dowodów, że tak być nie mogło, co w połączeniu z namacalnymi informacjami zawartymi w odnalezionych w XIX i XX w. źródłach, daje okazję do przeróżnych spekulacji. Faktem jest bowiem, że Maria Magdalena była najbliższą i – jak się zdaje – najbardziej zaawansowaną uczennicą Mistrza, którą Jezus obdarzał uczuciem nieco innym niż pozostałych uczniów. To zaś prowadzi nas do konkluzji, że ich intymny związek rzeczywiście mógł mieć miejsce. W jakim sensie "intymny" dowiemy się z książki.