André Comte-Sponville należy w tej chwili do grupy najbardziej cenionych, poczytnych i „modnych” filozofów francuskich. Mały traktat o wielkich cnotach (wydany w 1995 r.) zrobił we Francji furorę, co doprawdy rzadko się zdarza w świecie lektur filozoficznych. Bo też Comte-Sponville nie jest typowym filozofem. To raczej humanista w dawnym, grecko-rzymskim znaczeniu tego słowa. Jego prace charakteryzuje głęboka refleksja humanistyczna, doskonała erudycja, lekkość języka i cudowna bezinteresowność celów. Comte-Sponville nie pisze po to, by coś odkryć, kogoś o czymś przekonać lub do czegoś nakłonić; nie pisze również po to, by coś w szczegółach opisać, by epatować czytelnika wiedzą, błyskotliwością czy zaskakującą oryginalnością wniosków (choć i tego wszystkiego nie brakuje w jego książkach). Pisze z jakiej wewnętrznej potrzeby, ale i zarazem nieekshibicjonistycznie. Comte-Sponville stara się zainteresować czytelnika ważną duchową tkanką europejskiej kultury. A czyni to na sposób uniwersalny, europejski, a zarazem – bardzo francuski.