Parę lat temu przechodziłem przez krakowski Kleparz, gdzie siostry albertynki prowadziły kuchnię dla ubogich. Wcześniej zrobiłem zakupy i zamiast jednego kilograma ziemniaków kupiłem trzy, zamiast jednego chleba - dwa. Zatrzymałem się na chwilę i zacząłem wykładać siostrom na ladę tę moją żywnościową nadwyżkę. "Ile płacimy?" - zapytała jedna z nich. "Nic - odpowiedziałem - spotkałem Brata Alberta. Prosił, żeby to przekazać".