Muzyka w swej istocie zawsze była dla człowieka zjawiskiem religijnym, świętą, nienaruszalną siłą, zdolną kierować losami świata i ludzkiego istnienia. W starożytnej Grecji, miała wartość tak wielką, iż nikt by nie pomyślał, że jej rzeczywistym sprawcą może być zwykły śmiertelnik. Święty Błażej twierdził, iż jest ona dziełem aniołów. Dzisiaj rzadko kto zdaje sobie sprawę, iż dzieje muzyki europejskiej to przede wszystkim dzieje muzyki religijnej. Czy brak zainteresowania dla muzyki kościelnej - widoczny szczególnie w XX wieku - jest rzeczywiście odrzuceniem jej religijności? Czy muzyka Beethovena, Chopina, a wreszcie rocknroll i liczne nurty tzw. muzyki współczesnej nie są przejawem jakiejś - czasem głęboko ukrytej - religijności?