Napisałem tę książkę teraz, bo mam wrażenie, że Polacy sami dobrowolnie przebrali się w mundury dwóch wrogich armii i już nie ma znaczenia, jaki człowiek jest: mądry czy głupi, interesujący czy bezbarwny. Ważne jest tylko to, jaki mundur ma na sobie i czy to jest mundur nasz czy nie nasz. A ja, jak wtedy, nie mam ochoty wkładać munduru. Mam przyjaciół w obu wrogich armiach i za Natanem Tennenbaumem mam ochotę powiedzieć: ?Chroń mnie Panie od nienawiści?. Na okładce książki powiewa osobista flaga Pawła Freislera i moja, biała w czarne kropki. Pod tą flagą maszeruję dziś jak idiota przez pole bitwy i patrzę z przerażeniem na to, co się stało z ludźmi, których przecież znam od lat, lubię i szanuję. O tym chciałem napisać i to w tej książce jest, choć nie zawsze łatwo to zauważyć, bo w pierwszej warstwie to wesoła, pełna przygód opowieść o miłości, przyjaźni i wolności - z Markiem Ławrynowiczem, autorem powieści "Mundur" rozmawia Ewa Tenderenda-Ożóg