Kalendarz polskiego trapisty, który widzi współczesność z dystansu, jakby pisał krótki felieton, notuje refleksje z lektury jak wytrawny krytyk kultury, nie boi się wspomnień, jakby zaszyty na dalekiej polskiej prowincji pisał swój domowy kalendarz, swoją silva rerum. Tymczasem nowa książka o. Michała powstawała z dala od Polski, najpierw w opactwie na południu Francji, kiedy autor ze świadomością czekającej go misji w Afryce waży "rzeczy istotne"; potem w Kamerunie, gdzie jako magister nowicjatu nie dość zadomowiony w Afryce, nie dość zanurzony w kulturze języka francuskiego z pasją outsidera interpretuje postkolonialną rzeczywistość i wypłowiałą nieco wielkość swojej nowej ojczyzny - Francji i szerzej jeszcze - Europy Zachodniej. Przeciwstawia jej Polskę i Europę Wschodnią ze wspomnień własnych i cudzych - rodziców, Miłosza, Stempowskiego, Vinenza.