Tak, Baczyński nadawał się na legendę. Może i wiedział o tym, a może to tylko dumnie przeczuwał? Na pewno on sam w niemałym stopniu przyczynił się do jej powstania. Bardzo wcześnie począł widzieć siebie jako czującą część składową historii: nie ustającego przepływu pokoleń, które kolejno nieubłaganie pochłania piasek dziejów. Na tle ojczyzny, kreślonej jako miniaturowy krajobraz ziemi, rzek i bojów, tym wyraziściej musiała rysować się postać twórcy, który to wszystko ogarnął widzeniem i wyraził zabiegami swej sztuki, nazwał, co było jeszcze magmą czasu i podpisał ten utwór własną krwią. A żeby Legendzie było sposobniej, uczynił to na placu Teatralnym. Życie, twórczość, walka i zgon - jak z narodowego scenariusza.