Życie jest prozą, zdaje się mówić Dawid Majer w niemal każdym wierszu w tym tomiku. Jest jednocześnie piękne, brutalne i godne przeżycia. A śmierć jest tylko jednym z aktorów tego spektaklu, jakim jest życie i "wcielić się może" w każdego - w matkę, kochankę i autora tych wierszy. Trzeba je zapisywać i notować - nie wolno nic z życia tracić, a miejsce śmierci uwzględnić. Poezja rodzi się z życia, z tych notatek, w których się ukrywa, obok śmierci, a nie z wielkich cytatów z literatury. Poeta ma tworzyć literaturę, a nie cytować ją. Dlatego, jeśli Majer cytuje, to życie. Nie stara się "być poetą" za wszelką cenę, naśladując kogokolwiek. Trzeba być po prostu poetą, aby coś takiego dostrzec i zapisać: "Ptak śpiewa, wyraźnie./W tej ściętej mrozem smole/śpiewa z całych sił./Słyszeć go/to znaleźć płótno nieznanego malarza/na dachu osiedlowej ciepłowni..." Nie pamiętam który to wiersz, ale na pewno życie.