„Kalendarium Auschwitz powinno być codzienną lekturą zamiast Biblii”. Nie spodziewałbym się takiego zdania w wierszu z 2017 roku, bo przecież Auschwitz trochę nam zobojętniał, a wiersze utraciły władzę sądzenia. Tak się myśli, podobno w imię życia, faktycznie zaś w imię tej strasznej cząstki, która w nas tkwi, przeklęta i przewrotna, maskująca swą siłę i chęć powrotu na główną scenę.