Ojciec Piotr Rostworowski, wpierw benedyktyn z Tyńca, a potem kameduła, swoisty wzór starca, mądrego mnicha, powiedział kiedyś o małżeństwie: „to najsurowszy z zakonów!”. I tak w pewnej perspektywie to wygląda. Kiedy ludzie patrzą na zakonnika, to pojawia się w nich współczucie – chyba raczej współczucie niż podziw – że musi on wyrzec się wszystkiego i żyć w posłuszeństwie przełożonym. Otóż jestem w klasztorze trzydzieści lat i przeżyłem jak dotąd pięciu opatów! A w małżeństwie macie jednego opata dozgonnie i do tego codziennie jesteście z nim w bardzo bliskiej relacji, widzi on dokładnie, co i jak robicie, zna was na wylot, zna słabości i upodobania…, nieustannie macie go „na karku”! Taka perspektywa wydaje się właśnie przerażająca!