Był postacią nie z tego świata, straszną i fascynującą. Potomek inflanckich piratów, szaleńczo odważny kawalerzysta, mistyk, krwawy bicz na czerwonych i tych, których za czerwonych uznał, stał się niemal ucieleśnieniem Czyngis-chana. W Mongolii, którą na krótko wyzwoliła jego dzika armia, trzymana w ryzach strachem i mistycznym przesłaniem, wychwalano go jako bohatera, bano się jak demona i czczono niczym boga. I choć zginął z rąk bolszewików, do dziś żywe są legendy o bajecznym skarbie „krwawego barona”, a w niektórych jurtach śpiewa się o nim pieśni…