"Nie ma Pan pojęcia, jak nieskończenie ważną rzeczą, śród tylu smutków życiowych, stało się dla mnie podtrzymywanie tych nielicznych nici rzeczywistych i niekonwencjonalnych, które tu i ówdzie jeszcze mnie łączą z tym lub owym głębszym, czującym i niekonwencjonalnym człowiekiem", pisał osamotniony i schorowany 71-letni uczony do 34-letniego pisarza. A ten mu odpowiadał: "Jest Pan Profesor często obecny w myślach swego nieudanego ucznia [...]. Chciałbym, aby ta kartka była nie zbiorem banalnych słów, ale głosem serca. Boję się pisać, aby nie popaść w afektację (to ta malutka poezja, którą uprawiam, zabrała mi naiwną szczerość)".