Kryzys finansów, kryzys ekologiczny i surowcowy, kryzys rządzenia — tworzą naraz wybuchową mieszankę. Tu nie chodzi o misie polarne na topniejącej krze, ale o przetrwanie społeczeństwa. Gigantyczne fale „uchodźców klimatycznych” to realna perspektywa, podobnie jak wojny o surowce i coraz mniejsza przestrzeń dla cywilizowanego życia. Grozi nam apokalipsa? Niekoniecznie. Bo kryzys to szansa na zmianę, rytuał przejścia konieczny, by świat przebudować na nowo. A zatem? Krach kapitalizmu jako wstęp do lepszego społeczeństwa? Wielka Transformacja zamiast religii wzrostu? Ocieplenie klimatu jako źródło odnowy demokracji?