Stefa trzymała w drżącej ręce żółtą kartkę papieru, wyrwaną z małego bloku listowego. Te kilka wyrazów przeczytała wielokrotnie, powtarzając szeptem słowa, których nigdy dotychczas nie usłyszała, choć przez wiele lat marzyła, że tak się kiedyś stanie. Jej czarne oczy wypełniły się łzami, które tłumiła w sobie przez lata. Nie potrzebowała już niczego więcej, aby zrozumieć, co powinna zrobić. „Trudno nam bez Ciebie. Wracaj, proszę”. Było to jedyne zdanie, jakie pojawiło się po słowach powitania w liście, a na dole widniał podpis znany tylko jej: „Henryk” oraz data: „2 czerwca 1939”.