Kategoria mimesis ulega tu pewnemu zachwianiu, swoistemu przeformułowaniu. Zdaje się przenosić na coś odmiennego, bardziej fundamentalnego niż w typowych przejawach kina. Twórczość tego rodzaju nie tyle naśladuje jakieś byty, nadając im pozór istnienia, co raczej pewną naturę bytu - właśnie jego potencję, możność przemiany. Odtąd fikcyjna kreacja "nie chce" już być raz na zawsze ustanowiona, zamknięta, bezwzględnie dopełniona. W zawłaszczeniu tego, co głęboko przynależne rzeczywistości, przekreśla swą służebność, usamodzielnia się, uniezależnia. By wreszcie - w swym dążeniu do coraz większej samowystarczalności - zająć się sobą.