Opowiadanie obyczajowe z charakterystyczną dla pana Wójcika narracją. Maksymalna ilość dialogów, minimalna opisów. Opisy wplecione są też w wypowiedzi poszczególnych bohaterów, ale w formie wewnętrznych cichych dialogów samych ze sobą, ich myśli. Pan Wójcik wychował się w prowincjonalnym miasteczku na typowym, obskurnym osiedlu w czasach komunistycznych, w zwykłym blokowisku. Jego opowiadania obyczajowe przeniknięte są atmosferą tamtejszych czasów, zwyczajów, momentami wręcz wyolbrzymione, zapamiętane przez niego właśnie w taki mocno negatywny sposób. Było to dla niego, jak zamknięcie w klatce, bez możliwości wyboru, bez wyjścia. Takie okaleczenie psychiki młodego człowieka, który ciągle marzeniami zakrywa szarość, brud i marazm otoczenia. Jego bohaterowie wyrywają się w świat, w niezależność, niedaleką, bo w polskie góry, w Bieszczady lub nad polskie morze. Takie były wtedy realia. Byle plecak, niewielki bagaż, może jakieś auto kolegi lub raczej kolegi rodziców. Potem rajza w nieznane, podczas której spotyka się życzliwych ludzi, którzy przygarną na nocleg i poczęstują prostą strawą.