Jestem uzależniony. Takie wyznanie w ustach autora kulinarnego nie dziwi. Przecież jedząc, musi on pić. Żal biedaka! Nie martwcie się jednak o mnie. Jestem uzależniony, ale od zapachu sera. Uwielbiam silną woń wydzielaną przez płynny już camambert, do ekstazy doprowadza mój organizm odorek limburskiego, a wprost doznaję prawdziwej rozkoszy, gdy czuję w pobliżu dojrzewający stilton, gorgonzolę lub ich najszlachetniejszego krewniaka z Roquefort. Oczywiście nie ograniczam się tylko do wąchania. (...)