O, przepraszam, nie wstępem, ale Intro: "Opowiadam te historię z serca, nie z głowy. Jeżeli ktoś szuka w niej logiki, rozumu, jakiegoś porządku, rozwinięcia i zakończenia, to szukać będzie na próżno". No i jak tu postawić jakiś zarzut? Ja niestety w książkach szukam logiki i porządku. Jakiegokolwiek - porządku psychologicznego czy filozoficznego, ładu argumentacyjnego, odrobiny dyscypliny - w tym wypadku - eseistycznej. Nie szukam przypadku, a on właśnie rządzi książką Agi Jucewicz. Może należało ją jednak pisać nieco mniej sercem a więcej głową? Bo "Historia Histeria" w takim kształcie jest równie dobrze książką o kobiecości jak i książką o rodzinie, podróżach, czasopismach, wierze, telefonach... . O wszystkim czyli o niczym. Sięgnąłem po tę książkę z dobrą wolą, bo jak napisałem tu przy innej okazji - kobiecość stanowi dla mnie zawsze jakąś tajemnicę. Ale nie potrafię odpowiadać na pytania typu: "Ameryko, czy ty na pewno jesteś kobietą? Masz łono, które co rusz wypluwa jakiegoś bohatera, geniusza, specjalistę lub gwiazdę, ale czy ty na pewno jesteś kobietą? I kto cię zapładnia? (...) czy Ty na pewno jesteś rodzaju żeńskiego?" Ot - widać nie mam ucha wewnętrznego.