Stara, zniszczona zębem czasu kamienica z rozpadającym się nad przejściem zadaszeniem ociekała deszczem jesiennym. Odrapane mury, okna z popękanymi i brudnymi szybami i niewielkie podwórko wyłożone w części betonowymi płytkami prowadziły do oficyny. Po lewej ściana sąsiedniego budynku, na przedłużeniu której stał mur okalający posesję. W rogu tegoż podwórka kubły na śmieci przepełnione odpadami. Obok średniej wielkości okno, przez które promienie słońca próbowały zajrzeć do niewielkiego pokoiku. Pokój w zielono-brudnym kolorze wypełniony dymem papierosowym. W rogu niepościelone metalowe łóżko. Kołdra, niedbale zsunięta w jego nogi i wygnieciona poduszka. Na taborecie miednica i dzbanek z wodą. Pod oknem, nad którym wisiała ciemna zasłona, niewielki stół, a na nim musztardówka, butelka po wódce, talerz i pełno okruszków. Mieszkała tu trzydziestoletnia kobieta zajmująca się najstarszą profesją świata. Często przebywali u niej goście chcący zażyć uciech cielesnych lub znajomi chowający się przed deszczem. Jadwiga, bo tak miała na imię owa ,,dama”, przyjmowała panów, którzy w ciągu dnia w różny sposób zarobili na butelkę wina lub wódki i coś do niej.