"Ukląkłem przy zwłokach, bardzo uważając, by nie dotknąć ciała. Była martwa, nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. Gęste, jasne włosy zlepiły szerokie strugi krwi, która musiała wyciekać z rany z tyłu głowy. Poświeciłem wokół. Jakaś dziewczyna - ta, która miała flet za paskiem - pisnęła i odsunęła się gwałtownie. Jeszcze raz oświetliłem twarz. Była beznadziejnie martwa, wielkie oczy, szeroko otwarte, wpatrywały się w nicość. Same też były nicością. Była martwa i piękna, choć już nie młoda. Wyraźne zmarszczki porysowały jej czoło i skronie, a usta zastygły w wyrazie goryczy, którą daje doświadczenie. Ale były to nadal piękne usta. I znajome.