W tomie gubione język nie skrywa wcale przejrzystości rzeczy, bo nie ma tutaj podziału na język i świat. Granica przebiega gdzie indziej: między nami - zawsze nieco zagubionymi, zbłąkanymi, poza właściwym miejscem i stosownym czasem - a nicością, która niweczy wszystko. W obliczu tego nic nie można milczeć, nie można poddać słowa. I choć słów coraz mniej, choć coraz trudniej przychodzi je składać, Miłobędzka z całą mocą rzuca nam metafizyczne wyzwanie: o tym nic, co odbiera mowę, trzeba mówić... mówić mimo wszystko (Grzegorz Jankowicz).