Zrobiłem w jej stronę około ośmiu kroków. Nagle, niczym piorun, uderzyła we mnie Boża moc. Moje ręce wystrzeliły w górę, wszystkie ciężary i złe emocje gdzieś zniknęły, a nogi zaczęły tańczyć jak nigdy przedtem. Radość, nadzieja i lekkość życia były nie do opisania. (…) Jak się okazało, nie byłem jedynym, który doświadczył Bożego dotknięcia. Wyglądało na to, że piorun niebiańskiej elektryczności dotknął jednocześnie wszystkich zgromadzonych. Ludzie zaczęli skakać. Wielu – biegać. Tańczyliśmy i śmialiśmy się, i nikt z nas nie miał pojęcia, czym ta euforia jest spowodowana – choć wszyscy wiedzieliśmy, że była Bożym działaniem – i dlaczego jej doświadczamy.