Do dziś nie potrafię opisać, co wtedy poczułem. Nie potrafię i tyle. Zakręciło mi się w głowie. Edyta w płacz, jakby zmarł ktoś bliski. Starałem się trzymać fason. - To tylko piłka, świat się nie kończy - pocieszałem żonę, ale w środku się gotowałem. Zapłakanej Edycie coś tam tłumaczyłem, że Janas miał podstawy i tak dalej, ale tak naprawdę zastanawiałem się, a co w tym wszystkim chodzi.