Jeżeli zaufać Elizondo i autorowi posłowia do polskiego wydania, historia powstania powieści o tajemniczo brzmiącym tytule „Farabeuf, czyli kronika pewnej chwili” wiąże się z wykonaną na początku dwudziestego wieku fotografią, którą meksykański pisarz widział w zbiorze esejów innego pisarza, Francuza Georges'a Battaille'a. Zdjęcie przedstawiało jedną z faz chińskiej tortury leng-cz'y. Jest to jeden z najbardziej wymyślnych sposobów zadawania bólu, jakie kiedykolwiek skonstruował umysł ludzki. Nie ma na szczęście większej potrzeby, by wgłębiać się w jej aspekty techniczne. Istotny jest sam fakt - fotografia przedstawiająca człowieka w chwili umierania, podczas niewyobrażalnego wręcz bólu - oraz sposób, w jaki wykorzystał ją pisarz.