"I jeszcze Eichlerówna. Nareszcie Eichlerówna. Każde jej wejście witane jest owacją. Niech się schowa nawet sam Mérimée. To naprawdę wcielony diabeł aktorskiej sztuki. Eichlerówna robi na scenie wszystko, co zechce. Naprzód jest sobą. Ale ma do tego pełne prawo. Jest bogatsza od wszystkich heroin, które kreuje. Nie od nich bierze wdzięk, życie i inteligencję. Podciąga je po prostu do siebie. Nie wciela się w obce postacie, postać wciela w siebie, i to jak najdosłowniej. Nie przestaje nigdy być Eichlerówną. I każde zdanie tekstu zaczyna grać.