Autor tych zapisków, Niemiec (a może lepiej powiedzieć – Fryz) Ulryk Werdum to postać, w której, jak w ludzkim zwierciadle odbijają się mocne, skontrastowane barwy II poł. XVVII w. – czasu, który przyniósł Rzeczypospolitej tyle złych i dobrych przygód. I jak ów czas była to osobowość wielce bogata i różnokształtna: za młodu student słynnego Uniwersytetu w Heidelbergu, zakrawający na uczonego w todze i birecie, który – za chlebem – wybrał niepewny los „rycerza fortuny”, co z niejednego pieca chleb jadł i wąchał proch w miejscach nader odległych od swej zacnej uczelni. Świetny przy tym obserwator, nie tylko bystry, ale i pedantyczny, który dnia nie przeżył sine linea: gdyby mógł to zapewne wyliczył by odległość od Lwowa do Trembowli w centymetrach. Na tych bowiem terytoriach (z niemałym przydatkiem Dzikich Pól) rozgrywają się najciekawsze fragmenty notatek ex-studenta Heidelbergu. Losy rzuciły go bowiem w służbę Jana III, którego niezwykłe talenty militarne miał okazję podziwiać w wielu potrzebach, zwłaszcza w sławnej (i genialnej) wyprawie przeciw Turkom i Tatarom z 1871. Werdum pozostawił nam świetne źródło do dziejów króla Jana, zwłaszcza króla-wodza, króla zwycięzcy. No cóż, Jan III miał szczęście do pamiętnikarzy: mamy nadzieję, że nasza edycja Werduma dowiedzie, że miał również szczęście do wydawców.