Tytułowa „dzielnica cudów” to wielkomiejska dzielnica robotnicza, którą raczej należałoby nazwać dzielnicą slumsów. Jednak może nie tyle o samą dzielnicę tu chodzi, co o jej mieszkańców: degeneratów, wykolejeńców, kryminalistów, pijaków, alkoholików. I o wódkę – obecną tam stale i wszędzie, przy każdej okazji albo i bez okazji. Mularski opisuje swoje życie – dzieciństwo i młodość spędzoną w „dzielnicy cudów”, ale głównie picie: byle czego, byle jak, z byle kim; picie pod sklepem, na trawniku...