Wyrzucony z koi potężnym wstrząsem padam na podłogę. Podnoszę się szybko, ale nowe, potężne, jakby zapowiadane alarmowym dzwonkiem, uderzenie miota mną na przykręcony do podłogi stolik. W ciemności w strasznym łomocie, zgrzytach dartej blachy słychać jak coś się wali, pęka... "Pogoria" drży, jęczy, dygoce... a potem krzyk: Wszyscy na pokład! Zderzyliśmy się ze statkiem! Wychodzić w pasach! W pasach!...