Aby powieść stała się magiczna, potrzebne są dwie rzeczy: piękny styl i talent do stworzenia mistrzowskiej fabuły. Sarah Quigley udowodniła, że dysponuje jednym i drugim. Czytając "Dyrygenta", czułam, że przenoszę się w czasie i miejscu – do Leningradu zduszonego w morderczym uścisku zimy i bezwzględnego oblężenia, które odarło jego mieszkańców z nadziei i godności. Źle by się stało, gdyby ten ważny temat trafił w ręce niewprawnego pisarza, ale Quigley zachowuje lekkość i przejrzystość zarówno w doborze słów, jak i w interpretacji historii. Zasługuje na postawienie w jednym rzędzie z Jane Smiley, Andreą Levy oraz Rose Tremain.