"We wczesnych latach sześćdziesiątych Grażyna Bral była jedną z bardziej czynnych (i trzeba dodać - piękniejszych) poetek Ziem Zachodnich i Północnych. Przewodniczyła Kołu Młodych, działała w teatrach i kabaretach studenckich, publikowała w prasie. Książki wprawdzie nie wydała, ale jej teksty publikowane w dwu edycjach almanachu Poeci pomorscy zwróciły uwagę krytyki. A potem, jak często z kobietami bywa, zajęła się życiem rodzinnym i pracą zawodową (dziennikarstwo). Czy pisała wtedy wiersze, przyznam - nie wiem. Jej powrót do publicznego literackiego istnienia to kwestia kilku ostatnich lat. Ta książka jest drugą po powrocie z literackiego uśpienia. Gdy czyta się te wiersze łącznie z wczesnymi, zwraca uwagę coś osobliwego. Niewiele różnią się i w tematyce, i w tonacji. Pisze o miłości - to nic osobliwego. Ale, dojrzała i doświadczona, zdołała ocalić coś, co można by nazwać dziewczęcością. Otwartość na doświadczenie i chęć doświadczania. Nawet jeśli wie się skądinąd, jaki jest ich kres. Po tylu latach taka sama, z całym bagażem wiedzy o tym, jak to się zazwyczaj kończy. Mądrzejsza, ale równie świeża i otwarta jak wtedy."