Poezja Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej jest szorstka, powściągliwa i lapidarna. Jednak w najnowszym tomie mikołowskiej autorki zatytułowanym Czuły nóż poezja wydaje się jeszcze bardziej szorstka, wstrzemięźliwa i operująca ledwie sygnałem. Odarta z każdej najdrobniejszej nawet krzty metafory; w podobny sposób w upale mrówki oczyszczają kości z drobin krwi i włókien mięsa. I tak właśnie nie pozostawiono tutaj żadnej metafory, opisu, narracji. Tylko błysk flesza, sygnał, zapisana chwila. Fijałkowska-Jakubowska wciąż opisuje ten sam ciemny świat, jaki znamy z jej poprzednich tomów Pan Bóg wyjechał na Florydę i Pochylenie. To świat krzyża, krwi, topionych szczeniąt, utylizacji odpadków i płodów, głodu, schizofrenii, rozstawionych nóg (bez rozkoszy), suk, wszy, picia, nietrzymania moczu, cynamonu i... pereł. A więc świat cierpienia i tęsknoty za czymś więcej niż tylko brak cierpienia. Świat, w którym nóż podcina żyły, sprawia mięso, ale też kroi chleb. Świat przejmującej tęsknoty i pewności, że jest inny świat ten, do którego się tęskni.