Gdy ktoś spojrzy na tytuł tej książki, a nie jest obeznany z historią, może pomyśli, że chodzi tu o konkury, romanse, że królowie dobierali sobie żony według potrzeby serca czy urody proponowanych kandydatek. Tymczasem nic bardziej złudnego. Przez całe wieki małżeństwa królewskie miały inne cele. Uroczystości te były wielce paradne, małżonkowie hojnie obdarowywali się, bywało mnóstwo gości z odległych krajów, ale niezmiernie rzadko król żenił się z miłości. Zwykle chodziło o sojusz przeciwko wspólnemu wrogowi, albo następstwo tronu, wreszcie zakończenie sporu o ziemię pograniczną. Tak było i u nas.