Najwłaściwsze określenie w związku z poezją Wieczorek powinno brzmieć: ciągłe trwanie tych samych (wręcz archetypicznych) obrazów. I tak oto trwa wieczny obraz kobiety tylko doraźnie i przypadkowo zwącej się Judytą, Salome, Zuzanną, Mileną. Kobietę tę widzimy w zastygłych na zawsze ujęciach: jako trzymającą list (w ogóle słowo „list” znaczy dużo w tej poezji: list jako przekaz dawności i łącznik między tym, co było, a tym, co następuje), jako ważącą perłę, obierającą jabłko przy otwartym oknie itp. Metafizyka tej poezji wypełnia się w pytaniu o trwałość, o ocalenie tego, co skazane na konwulsyjny, codzienny rozkład. Zanurzenie podmiotu tych wierszy w świecie ponadczasowych symboli i obrazów – i jednoczesna negacja chwili doczesnej – bierze się z wiary w ocalenie, jakie może dać sztuka. Pyta o „blask który ocala” i cierpi, że w wierszu tak trudno ten blask zatrzymać. [...]