Do redakcji dotarło rozpaczliwe wołanie o ratunek. Jakiś list nagryzmolony ręką, która zapewne długopis trzymała raz na kilka lat. Kobieta z jakiejś zabitej dechami wsi, została sama z dziesięciorgiem (!!!) dzieci. Można, więc było zrobić z tego niezły wyciskacz łez, który jak zawsze przyczyni się do podniesienia poziomu sprzedawalności gazety. O to właśnie chodziło.