Ciągle narzekamy na brak czasu i mamy wrażenie, że pędzi on niezwykle szybko, zwłaszcza po czterdziestce. Jest jak powietrze, żyjemy w nim, lecz nie dostrzegamy, z wyjątkiem śladów, jakie zostawia na materii i naszych okaleczonych grzechem ciałach. Jest wartością nadprzyrodzoną, podobnie jak dźwięki i uczucia, niewidzialną, związaną z ruchem planety, określany wschodami i zachodami słońca i towarzyszy nam od dnia narodzin aż do śmierci biologicznej. A jednak wyobrażenie o czasie pozostaje błędne, pomimo upływu tygodni, miesięcy i wieków oznaczonych w kalendarzach, mierzonych zegarami. Niewielu dostrzega, że termin „miliony lat”, stanowiący fundament teorii ewolucji autorstwa Lucyfera, powstał po to, aby pomieszać w umysłach ludzi prawdziwą chronologię naliczania czasu i odciągnąć człowieka od wiary w Przedwiecznego. Czas to droga, którą idziemy jako pielgrzymi przy ciągłych stratach, przeciwnościach, dramatach. Niekiedy spotykamy kogoś, kogo podziwiamy, kochamy, pragniemy być z tą osobą na dobre i na złe i… doświadczamy bolesnego rozstania. Musimy jednak iść dalej, zostawiając za sobą przeszłość.