I w tym momencie zapaliło się światło. Poczułam, że to zapalenie się światła było związane z tym, że powiedziałam słowo "chleb". Może to było jakieś hasło, może to był jakiś znak. Przede mną leżała mokra, poskręcana szmata, do szmaty był przytwierdzony plastikowy woreczek z wodą. Naprzeciwko w takim samym jak mój fotelu siedział człowiek w rozpiętej na piersiach koszuli, uśmiechał się do mnie i mrużył oczy.