Arystoteles stanął przed obliczem sądu i byłby z pewnością skazany na śmierć przez sądy ateńskie, bez porównania bardziej mu wrogie niż Sokratesowi w niedawnej przeszłości. Nie było jednak mitu Arystotelesa. Realista, skromny piewca "złotego środka", opuszcza niewdzięczne i żądne krwi miasto, jak by nie chciał dać Ateńczykom sposobności zgrzeszenia po raz wtóry przeciw swoim prorokom. Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, ale też poza własnym krajem nie masz życia dla proroka. Bo też zaraz po przybyciu do Chalcydy filozof ciężko zaniemógł i rozczarowany, osamotniony - jak mówi legenda - sam otruł się cykutą.