O architekturze można pisać rożnie. Można skupić się na tym jak wygląda, jak funkcjonuje, do czego pasuje, a do czego nie. Można pisać o materiałach, technikach i stylach. Można zakładać, że architektura jest niewinną, autonomiczną dziedziną, a architekci zajmują się rozwiązywaniem praktycznych problemów w możliwie gustowny sposób. Ale za każdym budynkiem – od domku po wieżowiec – stoją czyjeś ambicje i namiętności, a rzeczywistość kształtuje konkretna władza i kapitał. Dlatego aby lepiej zrozumieć architekturę warto czasem spojrzeć jej na ręce, zapytać co działo się poza starannie skomponowanym i wyretuszowanym kadrem, który oglądamy w oficjalnych publikacjach. Łukasz Wojciechowski zabiera nas nie tylko do pracowni architektów, ale i do gabinetów ich mecenasów.